Scarlett:
Kiedy przekraczam próg
swojego mieszkania na Avondale Rd w Londynie pierwsze co robię to kieruję się
do swojego pokoju, aby włączyć laptopa. Klikam przycisk "On" tuż nad
klawiaturą i w czasie kiedy komputer uruchamia się, udaję się do kuchni, aby
zaparzyć sobie gorącą jaśminową herbatę, która jest jedną z moich ulubionych.
Cóż mogę powiedzieć, jestem brytyjką z krwi i kości, to normalne. Wyciągam
zieloną saszetkę z logo "Five O'clock" z szafki nad kuchenką i
wsypuję herbatę do zaparzacza.
Po paru minutach udaję
się z kubkiem ciepłej herbaty do pokoju, aby usiąść przy laptopie. Na początku
wchodzę na gmail, aby sprawdzić, czy aby ktoś się nie zgłosił jako chętny do
współwynajęcia mieszkania. Ogłoszenie o poszukiwaniu współlokatora wystawiłam w
internecie jakiś miesiąc temu, a na razie nie zgłosił się nikt, kto by mi
odpowiadał. Szukam współlokatorki, podkreślam, która jest schludna, sumienna i
wyluzowana. Takiej, z którą można porozmawiać na luzie czy nawet pójść na kawę.
Do tej pory zgłosiła się tylko dziewczyna, która jest typową blondyneczką.
Multum makijażu na twarzy, usta po użyciu Full Lipsa*, ciuszki w kolorze
rażącego różu i sztuczna opalenizna. Od razu wiedziałam, że się nie nadaje, po
prostu bym się z nią nie dogadała.
Ku mojemu zdziwieniu
po otwarciu poczty ukazuje się powiadomienie o nowym mailu. Szybko otwieram go,
aby sprawdzić co ciekawego do mnie przyszło. Uśmiecham się kiedy widzę, iż jest
to kolejny odzew na moje ogłoszenie.
Do: scar.kray@gmail.com
Od: libbyxx@gmail.com
Wiadomość: Cześć! Z tej strony
Libby Wade, bardzo mi miło :) Widziałam ogłoszenie, iż poszukujesz
współlokatorki, otóż byłabym bardzo chętna zobaczyć mieszkanie i dogadać się w
celu ewentualnego wynajmu. Jestem studentką pierwszego roku na Imperial
College, mieszkałam w akademiku, ale stwierdziłam, że stać mnie na o wiele
wygodniejszą opcję, jaką jest wynajem mieszkania z jakąś fajną osóbką. Mam
nadzieję, że mieszkanie mi się spodoba, a my dogadamy się w jak najlepszy
sposób. Pozdrawiam, Libby.
Po przeczytaniu
wiadomości od razu klikam przycisk "Odpowiedź". I przechodzę do
pisania.
Do: libbyxx@gmail.com
Od: scar.kray@gmail.com
Wiadomość: Hej Libby, z tej
strony Scarlett od mieszkania na Avondale Rd. Jestem więcej niż chętna, abyś
obejrzała mieszkanie. Czy odpowiada Ci jutro o godzinie 15:00? Pozdrawiam :)
Wysyłam wiadomość z
uśmiechem na twarzy. Po wiadomości dziewczyna wydaje się miła, oby to
sprawdziło się również w realu. Spoglądam na zegarek na ścianie, dochodzi
godzina 19:00. Decyduję, że wezmę szybki prysznic i łapiąc telefon udaję się do
łazienki.
Ciepła, prysznicowa
woda jest idealna. Rozluźnia się każdy mój mięsień i od razu czuję się lepiej.
Stres związany z pierwszymi zajęciami praktycznymi z prawa jazdy, które odbędą
się już pojutrze mija, a ja zapominam o bożym świecie. Chwilę jeszcze pozwalam,
żeby woda z deszczownicy spadała na moje ciało i wtedy wychodzę, owijam
ręcznikiem ciało, a następnie drugim, mniejszym włosy. Klikam na przycisk
telefonu, który leży na automacie, aby sprawdzić czas. Wtedy widzę, iż dostałam
sms'a od nieznanego mi numeru.
Wiadomość: Cześć Scarlett, jak
dobrze zapamiętałem...Otóż, dostałem informację, że będę Twoim instruktorem na
jazdach. Jest mi bardzo miło. Piszę, aby potwierdzić datę. 16 maja, prawda?
Przekazano mi również informację, żeby podjechać pod księgarnię, w której
pracujesz. Prosiłbym Cię, abyś podała mi jej adres. Zjawię się tam o 19:15 w
ten piątek. P.S Żebyś się nie przeraziła, Twój numer podała mi pani Lane z
sekretariatu. Pozdrawiam. Harry Styles.
Rozszerzam oczy widząc
wiadomość od mojego instruktora. Każdy instruktor pisze do swoich nowych
podopiecznych sms'y? Wzruszam ramionami i w odpowiedzi wystukuję adres
księgarni, w której pracuję.
Mija kilka minut i
dostaję kolejnego sms'a.
Wiadomość: Dziękuję, do
zobaczenia w piątek.
Nic nie odpisuję i
blokuję telefon odkładając go na automat. Śmieszna sytuacja, ale decyduję się
ją wziąć jako gest serdeczności z jego strony, że chciał się upewnić, że wiem
wszystko na temat moich pierwszych jazd. Prawie zapominając o sytuacji
przechodzę do wieczornej rutyny w łazience...
****
Otwieram oczy z
uśmiechem. Delikatne promyki słońca dostają się przez okno do mojego pokoju.
Jak dobrze jest mieć dzień wolnego, kiedy prawie nic nie trzeba robić. Wstaję z
łóżka energicznym ruchem i wychodzę z pokoju.
Kiedy znajduję się w
salonie połączonym z kuchnią, widzę jak na stole w kuchni znajduje się
smakowite śniadanie, a przy jednym z talerzy siedzi...no właśnie kto? Nikt inny
jak mój ukochany, najdroższy chłopak. Evan Coles. To istny Bóg. Przynajmniej
dla mnie. Wysoki, umięśniony blondyn z lekko kręconymi włosami. Mój ideał. Mój
jedyny.
- Hej kochanie. - mówi
kiedy widzi mnie w jego ulubionej wersji. Lekko zaspana, w słodkiej piżamce. -
Ślicznie wyglądasz. - wstaje od stołu i mocno mnie całuje.
- Hej Evan. - mówię
tuląc się do jego torsu. - Co to za niespodzianka? - pytam spoglądając na niego
z uśmiechem.
- To wszystko jest
spontaniczne. Miałem dzisiaj tylko jeden wykład od 8:00 na uczelni i jak
wracałem to pomyślałem, że wpadnę i zrobię Ci śniadanie. - mówi całując mnie w
czoło.
Evan studiuje
wychowanie fizyczne. Ma ambicje, aby zostać trenerem drużyny piłkarskiej. To
jego pasja, on tym żyje. Nieraz musiałam oglądać z nim mecze Chelsea Londyn,
kiedy mnie to w ogóle nie interesuje, no ale czego nie robi się z miłości.
- Chodź jeść zanim
będzie zimne. - chłopak ciągnie mnie za rękę w stronę stołu.
Śniadanie wygląda
bardzo smacznie, sadzone jajka na bekonie z fasolką. Prawdziwe angielskie
śniadanie.
- Ty to wiesz jak
trafić przez żołądek do serca. - żartuję biorąc do ust kawałek bekonu. - Dobrze
wykorzystujesz fakt, że dałam ci klucze do mieszkania. - dokańczam.
- Jak tam prawo jazdy
kochanie? - pyta Evan.
- W porządku, mam
pierwsze jazdy w piątek. Trochę się boję. - tłumaczę kontynuując jedzenie.
- Nie masz się czego
bać, jak już siądziesz za kółkiem stres odejdzie. - chłopak puszcza mi oczko.
- Odezwała się do mnie
dziewczyna, jest chętna aby tu zamieszkać! - opowiadam i wtedy przypominam
sobie, że muszę sprawdzić, czy potwierdziła swoje przyjście. Szybko włączam
gmail'a na swoim iPhon'ie i zauważam, że Libby odpisała. - Tak, przyjdzie
dzisiaj o 15:00 obejrzeć mieszkanie, mam dobre przeczucie co do niej. - kontynuuję
po przeczytaniu wiadomości.
- O to super! Miejmy
nadzieję, że to nie będzie taki przypadek jak ostatnio. - śmieje się Evan.
- Oj uwierz mi, tamta
dziewczyna była niepowtarzalna. - wtóruję.
Do uszu dociera mi
dźwięk przychodzącej wiadomości, przez chwilę myślę, że to mój telefon i wtedy
przypominam sobie o wiadomości od mojego instruktora. Okazuje się, że to
telefon Evan'a.
Odczytuje wiadomość, a
jego twarz pokazuje dziwne emocje. Szybko blokuje telefon i wsadza z powrotem
do kieszeni.
- Coś się stało? Kto
pisze? - pytam zaintrygowana.
- To tylko Cameron,
potrzebuje pilnie mojej pomocy w akademiku. - tłumaczy wspominając imię swojego
najlepszego przyjaciela. Zastanawiam się co może być tak pilnego, ale nie drążę
tematu. - Będę leciał kochanie. - Evan szybko kończy śniadanie i wstaje od
stołu. - Miłego dnia, odezwę się później. - całuje mnie w czoło i opuszcza
mieszkanie.
W sekundzie jestem
sama. Głośno wzdycham i zabieram się za dokończenie mojego śniadania...
